FANDOM


Kurna, po co ja to piszę? I tak nikt tego nie przeczyta. Bo kogo kurwa boli co mi w głowie siedzi? No i połowa tych ludzi nie umie pewnie nawet czytać. Ale dzięki temu może mi nie odwali w tym posranym kraju. Ale czas przejść do rzeczy. Bo jak pisałem ostatnio trafiłem do Polski. Myślałem że to co zobaczyłem przed poznaniem świętej pamięci już Hafiego było posrane. Oj grubo się myliłem. To co zobaczyłem potem było jeszcze dziwniejsze.

Po drodze, niedaleko Warszawy, spotkaliśmy dwóch typów- Elephanta i Chmiela. Całkiem spoko goście- nieco jebnięci na mój gust ale porządni. Wpadliśmy na pomysł stworzenia formacji odpowiedzialnej za ochronę frakcji. Zobaczymy co z tego wyjdzie… ale lepiej wrócę do podróży.

Na początek przedwojenne Trójmiasto, tu z jakiegoś powodu zwane Tricity, mimo że znaczna większość ludzi tutaj nie zna nawet angielskiego. A co do samego miasta- kurwa ale dziura. Wiecznie napruci strażnicy, wszechobecny brud, smród i rozpierdol. Niewiele się to szczerze mówiąc różniło od Edynburga w Święto Niepodległości, ale u nas nie trwa to przynajmniej cały rok. I sprzątamy po tym.

Zatrzymaliśmy się u Zombiego, jednego z członków grupy do której na wpół wbrew własnej woli się wkręciłem. Przystań się nazwali, i są całkiem przyjemną ekipą, tylko z kompletnym burdelem organizacyjnym. Ale o tym może później. Wolałem nie wychodzić od Zombiego aż do wyjazdu, a raczej wymarszu, na jakąś Porę Przybyszów w mieścinie zwanej Oldtown do której jak się okazało wszyscy zmierzali. Droga mocno zalatywała chujem, i to takim niemytym od miesiąca. Najpierw bandyci, zmutowany las, a potem kurewski wiatr na wybrzeżu. Plusem był wrak statku, który okazał się polską korwetą ORP Kaszub. Mieliśmy sporego farta, bo nie był to tylko przeżarty rdzą wrak, a wręcz parę rzeczy działa, a resztę z tego co mówili inni chyba da się naprawić ZMIENIĆ. Na pewno cenne znalezisko, warte sprawdzenia większą grupą. Zaznaczyliśmy nasze znalezisko na jakiejś mapie i ruszyliśmy dalej.

Droga do Oldtown była tak samo chujowa, ale w końcu jakoś trafiliśmy, akurat na moje urodziny. Ale mi kurwa prezent, kolejna dziura a do tego zatrułem się konserwą wziętą jeszcze z domu którą postanowiłem uczcić tę okazję. Nieźle mnie ta konserwa urządziła, zatrucie kurna pokarmowe. Zajebiste urodziny.

Złapało mnie już w miasteczku, i to gwałtownie, cholerstwo jedne. Po zarzyganiu Zombiemu straganu w naszej bazie chłopaki zabrali mnie do naszych sąsiadów- dość ciekawa grupka, z Finlandii, wyznająca religię starożytnego Egiptu a przewodziła im kobieta- cyborg, ponoć córka przewodzącej temu miasteczku SI. Jakim kurwa cudem nie mam pojęcia. Banda czubów. Kiedy chłopaki zatachali mnie do nich, okazało się że wszyscy ich medycy są na jakiejś wyprawie (co swoją drogą jest kurwa genialnym pomysłem) więc dali mi wisiorek z błogosławieństwem żeby mi się polepszyło. Ma sens, nie?.

Potem chłopaki wzięli mnie do miejskiego szpitala, a raczej białego namiotu w centrum miasteczka gdzie leczono ludzi, bo szpitalem bym tego nie nazwał. Chyba mam zbyt wysokie standardy z domu. Przy pierwszym podejściu pobrali mi tylko krew i kazali wypierdalać. Dopiero za drugim razem dali mi jakiś lek, po tym jak Zombi sypnął hajsem. A raczej kapslami których jak się okazało używa się tu jako hajs. Ciekawy pomysł, nie powiem. Tylko niewygodne trochę do przechowywania. Ale nieważne. Byłem po prostu szczęśliwy że nie dostałem lewatywy jak dwaj inni goście którzy otrzymywali pomoc wtedy co ja. Tego dnia poznałem też naszego szefa, którego inni nazywali Kapitanem. W porządku gość, ogarnia politykę i ludzi. Mi przypadło ogarniane ochrony w nocy (ciekawe kurna czemu). O tym co się działo w nocy napiszę dalej, bo to naprawdę obszerny temat.  Samo miasteczko okazało się bardzo barwne. Pora Przybyszów okazała się swego rodzaju festiwalem, kiedy to zjeżdżają się tam przeróżne grupy w celu… w sumie nie jestem pewny jakim. Z mojej perspektywy tym celem wydawało się chlanie, mordobicie, mordowanie, robienie burd, zamieszki, ćpanie, zatruwanie życia miejscowym i pogorszenie ogólnego stanu miasta. Z tego co mówił Talos (Kapitan) odbywały się jakieś rady miasta, negocjacje i inne politykowanie, ale chyba nie miało to większego wpływu na sytuację w mieście. Przynajmniej ja tego nie widziałem, ale w sumie jestem tylko durnym trepem.

Same frakcje to też dla mnie zagadka- nie wiem za bardzo co robiła połowa z nich. Weźmy na przykład Zakon Świętego Płomienia- nikt mi nie był w stanie wyjaśnić o chuj z nimi chodziło. Nawet gdy spytałem o to ich członka- miał minę jakbym go przepytywał z jakiejś posranej fizyki. Aż mi się przypomniał Mickey w… kurna, jak to po polsku było.. Primary School. Pierwsza szkoła? E, nieważne, każdy chyba domyśli się o co chodzi. Jeśli ktokolwiek poza mną to kiedyś przeczyta. Miał taką samą minę przy tablicy na matmie. Fajne czasy. Tak czy inaczej nawet członek zakonu nie był w stanie odpowiedzieć na moje pytanie. Wiem tylko że to jakaś religia, i że chyba czczą ogień. I w sumie tyle. Choć wydawali się całkiem w porządku, nawet ten któremu tłumaczyłem rozmowę z Harhamą, tym fińskim cyborgiem-kobietą. Nawet mimo tego co mówił, a było to mocno posrane, i może lepiej tego tu nie pisać. Może Pielgrzym mi to kiedyś wyjaśni.  Takich dziwnych frakcji było od groma. Było parę z jasną rolą, jak Shperacze (serio tak się to pisze), Flying Caravans, Alkochemicy czy nawet Myrage (Finowie obok nas) ale część dalej jest dla mnie kompletną zagadką. Tak samo jak ta cała wrogość między nimi- wyglądało na to że niektórzy przyjechali tylko po to żeby robić burdy. Nie łatwiej normalnie pogadać jak ludzie i może zrobić coś co ułatwi wszystkim życie? Może wtedy ten kraj nie byłby taką dziurą. Rozumiem powojenny rozpierdol, ale skoro w Szkocji jakoś trzyma się to kupy, to tu też powinno dać radę. Ale chyba jestem po prostu naiwnym idealistą i nie rozumiem tego wszystkiego. Może kiedyś zrozumiem. Bo nie zapowiada się na powrót do domu.  Co by tu jeszcze opisać… a, noce! Każda to kolejny burdel i zaraz całe miasto jebnie i wszyscy umrzemy. Pierwszej nocy był jakiś cyrk z atomówką, potem EMP, a na końcu jak się okazało cholerną kapsułą z kurna kosmosu z jakiejś Polskiej stacji kosmicznej. Eh, Polska. Do tego był ten świr z jakimś prezentem dla Harhamy. Byłem wtedy na warcie, i zgodnie z umową wpadłem do finów w odwiedziny żeby sprawdzić czy wszystko u nich w porządku. Geniusze mieli na warcie jedną osobę, i to kobietę w ciąży, więc oczywiście trzeba było pomóc. No i przyszedł nasz romatyk i mówił że to jakiś dowód miłości, czy tam ostrzeżenie, nie wiem kurwa. Wkurwiony byłem że nie mogłem mu wpierdolu udzielić, bo był nachalny i mimo próśb nie chciał sobie pójść, ale drony by mnie postrzeliły. Na szczęście nie musiałem nic robić, bo reszta finów nareszcie przyszła i jakoś sobie poradzili. Prezent okazał się kupką śmieci związaną sznurkiem, więc pewnie jakiś pijany świr. Choć robiło się chwilami gorąco, bo ogłada nie była jego mocną stroną. Chyba oskarżył mnie o bycie mordercą, ale głowy nie dam, szczerze byłem wtedy na wpół przytomny.

W ogóle to tym finom dupę trzeba było ratować albo chronić po kilka razy dziennie, gdyż jak się okazało nie byli w stanie obronić się nawet w najmniejszym akceptowalnym stopniu. Eh, jak dzieci. Tak samo było kolejnej nocy, kiedy to chłopaki obudzili mnie bo panika, zaraz coś zaatakuje miasto, wszyscy umrzemy, coś morduje ludzi w mieście i inne tego typu pierdoły. Musiałem sterczeć przed ich obozem bo się kurwa bali i nie mieli jak bronić. Albo przy tym dziwnym rytualne Harhamy, kiedy staliśmy w kupce przed barem jak ciule, potem w barze bo deszcz, a potem wokół kopuły, chroniąc kopuły, a i tak Harhamie udało się umrzeć. Mimo pełnej obstawy. Jak niby? A bo snajper zastrzelił ją od strony niekompetentnego do poziomu komedii CADu (lokalnej policji/milicji) który to bardzo inteligentnie stanął twarzami do kopuły. No kretyni. Aż wstyd mi się potem było u nich pokazać. No i straciłem całą chemię jaką wtedy miałem. Dałem ją Finom żeby może pomóc Harhamie i tej drugiej którą też zastrzelili ale frajer zajebał to dla siebie. Kutas. Sama Harhama jest tematem na oddzielną opowieść, ale to już nie moja działka. I w sumie niewiele miałem z nią do czynienia.  Co by tu jeszcze napisać… może trochę o lokalnej faunie? Po pierwsze- mutanty. Milutkie stworzenia o inteligencji ziemniaka i agresji dzikiego psa z wścieklizną. Zdolności bojowe w okolicach pijanego Klanowca z pięściami. Na wyprawie na której byłem natknęliśmy się na dwa takie stworki. Mimo dość mocnych argumentów przeciw atakowaniu nas i tak to zrobiły. Jeden trochę poharatał Elwisa, ale nic zbyt wielkiego. Znaleźliśmy przy nich kilka fajnych rzeczy. Warto zapamiętać jako źródło relatywnie łatwego hajsu. Byli też raidersi- osobiście nie miałem przyjemności się z nimi zetknąć, choć gdy byliśmy na tej wyprawie to podobno weszli do miasta i zajebali Hafiego. Całe miasto tak się wkurwiło że poszli kupą im najebać. Szkoda że się na to nie załapałem. Szkoda Hafiego. Poza tym słyszałem o jakimś skurwiale wielkim mutancie, ale poza pogłoskami nic zbyt mądrego nie jestem w stanie napisać. A, i komary- przy zwiadzie na tzw. „Leninie” (nie wiem czemu, wyglądało to jak zwykła kupa gruzu. Może ktoś kiedyś mi powie) prawie mnie gnoje zjadły żywcem. Jeszcze gorzej że byłem w kilcie. Nogi pożarły mi od góry do dołu, dzięki Bogu pomyślałem przed wyjściem o założeniu bielizny. Inaczej miałbym grubo przesrane. To wszystko było tuż przed zakończeniem Pory Przybyszów i naszym wymarszem z powrotem na Kaszuba. W sensie wyprawa na zwiedzanie pustkowi wokół Oldtown.

Czy mam jeszcze coś ciekawego do napisania…. Hmm. W sumie nic mi do głowy nie przychodzi. Mógłbym opisać drogę do Kaszuba, ale tym zajmuje się Pielgrzym. Może Bitwę o Kaszuba? Czemu nie, i tak nie mam nic do roboty.  Także ten- gdy doszliśmy do Kaszuba zauważyliśmy że coś się już w nim rozgościło. Były to dość paskudne przerośnięte kraby, tak na oko koło dziesiątki. Wypadało cholerstwo ubić więc tak też zrobiliśmy. Poszło w zasadzie łatwo, a przy okazji nauczyliśmy się o nich kilku rzeczy. Między innymi nie lubią widoku publicznej defekacji (sam nie wiem na chuj to zrobiłem, chyba reklama kija z kupą naprawdę do mnie przemówiła) oraz bardzo efektywnym sposobem zabijania tego cholerstwa jest pierdolnięcie z shotguna prosto w ryj. W sumie ma sens. A, i lepiej nie odwracać się plecami do Elwisa bo cię w nie postrzeli. Frajer. Muszę mu nasrać do butów. A, i w okolicy kupki przerośniętych krabów zazwyczaj kręci się mamusia wielkości mniej-więcej budynku i wrażliwością na ogień z broni ręcznej porównywalnej do kamienicy. Trochę mnie poharatało ale powinienem się pozbierać.

Jest chyba koło pierwszej połowy Września, jesteśmy na Kaszubie od kilku tygodni. Już jesteśmy mniej-więcej rozeznani w statku i okolicy. Urządziłem sobie mały pokoik w jednym z magazynów, lubię trochę prywatności. Mam wyrko, szafkę i biurko przy którym piszę tego gniota, w sumie sam nie wiem po co. Zająłem się porządkowaniem i inwentaryzacją sprzętu na statku oraz powoli ogarniam sprawy bezpieczeństwa. Trzeba połatać kilka potencjalnych wejść i może zrobić porządne posterunki na górnym pokładzie. W środku było trochę broni palnej, stare mundury, przedwojenne żarcie, trochę medykamentów- aż dziwne że jeszcze to tu jest. Gdybym był oryginalną załogą to raczej bym to zabrał. Ciekawe co się z nimi stało? No i podczas bitwy z mamusią krab chłopakom udało się odpalić główne działo. Co do reszty- Talos urządził się w kajucie Kapitana i już pierwszego dnia namalował wielkie logo naszej grupy na jednej z burt. Zrobiliśmy też prowizoryczną flagę. Reszta też ma swoje zadania, Elephant i Chmielu pomagają z inwentaryzacją i ochroną. Czasem chodzimy też na poszukiwanie przydatnych rzeczy w okolicy. Będzie z tym wszystkim sporo roboty. Przydałoby się pomału szykować na jesień i zimę, mooooże zrobić jakieś ustrojstwo do uzdatniania wody morskiej. Mieliśmy takie w Edynburgu. Ktoś kiedyś tłumaczył mi jak to działa, może coś się skleci. I może znaleźć jakiś sposób na odganianie tych krabów. Można je też w sumie łapać lub spróbować hodować żeby było mięso. Talos ma już pewnie jakieś swoje plany na dalsze ogarnianie się.

Ok, na teraz to chyba tyle. Jak coś się wydarzy to może to opiszę. Nie wiem po co, może jak wrócę do domu to napiszę książkę i zarobię trochę kasy? Choć z powrotem pewnie będzie spory przypał- ze Strażą, matka, ojciec i siostra pewnie mi jaja urwą, a chłopaki będą mieli bekę na kilka miesięcy. Wredne chuje. Ale na razie to nieważne, zobaczymy jak się tutaj potoczy. Także ten, może już skończę pierdolić.


Jestem Wasyl, Polak ze Szkocji w Polsce, a to były moje przemyślenia po Porze Przybyszów w Oldtown. Jakby to ktoś miał kiedyś przeczytać.

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.