FANDOM


Kronika Przystani. Dzieje Towarzyszy, spisane przez Pielgrzyma.

Podróż do Okrętu „Kaszub” Edytuj

- 21 lipca 2117 roku Edytuj

Po tragicznej śmierci Hafizullacha i pospiesznym zebraniu jego szczątków, co uważam za niegodne pamięci tego wspaniałego człowieka, Kapitan Talos zdecydował, że musimy opuścić OldTown. Frakcja podzieliła się. Nie jestem pewny przyczyn podziału, ale więcej niż połowa z nas zdecydowała się podążyć własną drogą, zanim (jeśli w ogóle) dołączą do nas w nowym domu, jakim ma się dla nas stać wrak przedwojennej korwety. Prowadzeni przez naszego przywódcę wyruszyliśmy. Koniec Pory Przybyszów pożegnał nas ulewnym deszczem. Jest nas niewielu: Kapitan, Elwis, Wasyl, Chmielu, Szopen, Elephant, Negra i ja. Musimy przedostać się przez niebezpieczne pustkowia, a potem lasy aż do wybrzeża. Później odnajdziemy wrak i zastanowimy się co dalej…

- 22 lipca 2117 roku Edytuj

Pierwszy dzień wyprawy i pierwsze trudności. Nie potrafię walczyć, ale jestem jedynym technikiem w naszej niewielkiej karawanie. Chłopaki są obciążeni bronią i amunicją, także ja dźwigam większość innego sprzętu. Po ulewnym deszczu droga pokryta jest grząskim błotem. Poruszamy się bardzo wolno. Dobrze, że mamy dużo zapasów. (Fundusz frakcyjny!) Zombi wydał część swoich kapsli, żeby nas wyposażyć na podróż. Rozbijamy obóz w pustych ruinach. Wasyl zabrał Szopena oraz Elephanta na szybki zwiad okolicy. Minęło kilka godzin. Jeszcze nie wrócili. 

- 23 lipca 2117 roku Edytuj

Przez całą noc czuwaliśmy na zmianę w piątkę, czekając na resztę. Wrócili dopiero o świcie. Cieszyli się jak dzieci na widok prażonej szarańczy. W nocy zobaczyli kilku bandytów, którzy upili się niedaleko naszego obozu. Chłopaki podkradli się do nich i po cichu załatwili. Przy jednym znaleźli kluczyki do auta. Rozejrzeli się po okolicy i znaleźli zdezelowanego pickupa. Co najlepsze, pojazd jest na chodzie. Chwała Świętemu Płomieniowi! Jedziemy teraz całkiem szybko drogą na północ. Wasyl prowadzi, Kapitan siedzi obok w kokpicie, a reszta na pace. (Trochę trzęsie, dlatego litery takie krzywe. Później może przepiszę to na jakiejś maszynie…) Po kilku godzinach jazdy w baku zabrakło paliwa. I tak mieliśmy ogromne szczęście. W krótkim czasie pokonaliśmy duży odcinek drogi w najbardziej niebezpiecznym terenie. Dalej idziemy pieszo.

- 25 lipca 2117 roku Edytuj

Zabrałem trochę części zamiennych z auta, a potem je uszkodziłem, żeby już nikt za szybko z niego nie skorzystał. Pola kukurydzy zostały daleko za nami, a pusta równina zaczęła ustępować lasowi. Chyba nie jest to osławiona Neo-Puszcza. Nie przypomina też na szczęście moich rodzinnych stron. Nikt z nas nie chce zostać sparaliżowany przez toksyczny sok jakiegoś zmutowanego drzewa. Mimo, że las wydaje się bardziej „zwyczajny” mamy się na baczności. Na skraju leżą ludzkie szczątki. Co jakiś czas słyszymy okropne nawoływania dzikich zwierząt, albo czegoś jeszcze gorszego. Chłopaki są trochę zaniepokojeni, zmęczenie daje się we znaki. Tylko po Kapitanie nie da się niczego poznać. Wręcz przeciwnie. Czuć bijący od niego entuzjazm. Jakby wyczuwał, że zbliżamy się do celu. Dodaje to nam otuchy. Ściemnia się, poczekamy do rana, zanim wejdziemy między drzewa. Możliwe, że prawdziwe problemy dopiero przed nami.

- 26 lipca 2117 Edytuj

Rano wstaliśmy i po krótkiej odprawie weszliśmy w las. Bardzo szybko się przekonaliśmy, że mamy do czynienia z Neo-Puszczą. Wszystko jest zmutowane. Drzewa, albo ociekają cuchnącymi sokami, albo są porośnięte świecącym mchem, liście oraz igły roślin ranią ręce i tną ubrania jak noże. Po ziemi wiją się dziwaczne pnącza, które zdają się śledzić każdy nasz krok. Zatrzymaliśmy się tylko na chwilę, a mam wrażenie, że wszystko pochyla się w naszą  stronę. Nie widać, którędy weszliśmy do lasu.  Nie ma już odwrotu. 

- ...chyba koniec lipca 2117 roku Edytuj

Zabłądziliśmy. Od kilku dni błąkamy się po tym okrutnym labiryncie. Leśne ścieżki są bardzo poplątane, a po deszczach część z nich zupełnie zniknęła. Parę razy wpadaliśmy na dzikie bestie. Strzały z reguły je odstraszają, ale część była na tyle głodna, że je zabiliśmy. Pozwoliło to nam uzupełnić zapasy mięsa. Woda w zasadzie się skończyła. Od co najmniej trzech dni zbieramy rosę w co się da, żeby mieć co pić. To co znajduje się w leśnych bajorkach trudno nazwać wodą. Żadna filtracja nie pomaga. Jeśli szybko nie znajdziemy względnie czystego źródła będziemy musieli pić krew zabitych zwierząt.

- ...zdaje się, że już mamy pierwszy tydzień sierpnia 2117 roku Edytuj

Jest bardzo ciężko. Zanim nasze organizmy przyzwyczaiły się do zwierzęcej krwi, przez jakiś czas wszyscy czuliśmy się słabo. Dorwała nas biegunka. Nie mogliśmy się poruszać za szybko, bo co chwilę ktoś musiał przystanąć. Ale ludzie jak szczury, przyzwyczajmy się do wszystkiego. A to nie było wszystko. Zatraciliśmy poczucie czasu. Nie jestem w stanie nawet dobrze policzyć dni. W końcu wydobrzeliśmy na tyle, żeby podjąć sensowny marsz. Zauważyliśmy, że w jednym kierunku puszcza zaczęła się przerzedzać. Kapitan zdecydował, że musimy poruszać się w tę właśnie stronę, a na pewno w końcu wyjdziemy z lasu. Musimy znaleźć źródło czystej wody…

- ...dla porządku będzie to pierwszy dzień po wyjściu (dpw) 2117 roku Edytuj

Udało się! Chwała niech będzie Świętemu Płomieniowi! Cel naszej podróży - Kaszub jest przed naszymi oczami. Jednak nie jesteśmy tu sami. Morze faluje spokojnie, ale widać, że przy samej wodzie kręcą się jakieś pokraczne stworzenia na czterech nogach. Wzrostem są podobne do dorosłego człowieka. Zamiast dłoni mają wielkie szczypce. Ich ciała pokrywa pancerz. Całe szczęście nie mogą nas wyczuć w dzień, bo wiatr wieje znad wody. Trzymamy się skraju lasu, czekamy na rozkazy Kapitana… Długo nie zwlekaliśmy. Talos kazał Elwisowi przejść na prawą flankę, żeby zliczyć dokładnie siły przeciwnika… Wrócił po dłuższej chwili, okazało się, że mamy do czynienia z dwunastką pokracznych stworów. Przygotowujemy się do bitwy o nasz nowy dom. Zostawiamy cały niepotrzebny ekwipunek w zaroślach. Zbieramy broń i obmyślamy taktykę. Ostatecznie decydujemy się na jednoczesny atak z dwóch stron. Święty Płomieniu prowadź nas w walce…

- drugi dpw 2117 roku Edytuj

Zwyciężyliśmy! Po dość nierównej walce oczyściliśmy najbliższą okolicę i statek z wrogich mutantów. Żaden z nas nie odniósł poważnych ran, może tylko Elwis i Wasyl trochę się poturbowali nawzajem, przez głupią kłótnię, ale razem z Negrą i Szopenem połataliśmy ich jak się dało. Zaczęliśmy przeszukiwać statek. Mamy mnóstwo wysuszonych ciał do wyrzucenia. To musiała być kiedyś załoga okrętu. Na szczycie wieży pośrodku statku znajduje się pokład obserwacyjny. Założyliśmy tam punkt obserwacyjny. Po horyzont widać morze z jednej i las od drugiej strony. Na dolnym pokładzie znaleźliśmy trochę starych zapasów żywności. Nadal nadają się do spożycia. Najniższa część Kaszuba jest zalana wodą, która sięga prawie do kolan. W poszyciu musi być sporo dziur. Odkryliśmy maszynownię. Zabieram się z Elwisem do naprawy generatora. Jeśli nie uda się go uruchomić, to może chociaż użyjemy części do budowy wiatraków. Reszta szuka materiałów do budowy systemów filtracji. Musimy mieć czystą wodę.

- trzeci dpw 2117 roku Edytuj

Naprawy idą marnie. Elektryka wygląda jakby coś usmażyło wszystkie obwody. Nawet szkolenie u Shperaczy nie pomoże mi w takiej sytuacji... Odkryliśmy za to, że mięso tych opancerzonych mutantów jest całkiem pożywne. Chmielu nie mógł powstrzymać ciekawości, ale wyszło nam to na dobre. Zaczynam myśleć o założeniu farmy, mam nasiona z OldTown, trzeba tylko wypalić kawałek Neo-Puszczy. Zobaczymy co Talos na to.  

- czwarty dpw 2117 roku Edytuj

Bierzemy się do ciężkiej pracy. Oby Święty Płomień nam sprzyjał.

- piąty dpw 2117 roku Edytuj

Zaczęliśmy od wytyczenia granic farm. Potem podłożyliśmy ogień, korzystając z tego, że wiatr wiał od morza. Las przyjął płomienie i płonął. O Święty Płomieniu! Jak on długo płonął... Dym miał sinoniebieskie i zielonkawe zabarwienie. Dla bezpieczeństwa zaczekaliśmy na Kaszubie. Zabieramy się za uprzątnięcie naszej przyszłej farmy. Musimy zachować ostrożność, pożar mógł ściągnąć na nas uwagę ludzi.  

- szósty dpw 2117 roku Edytuj

Nie myliłem się. W trakcie pracy dostrzegliśmy ludzi nadchodzących plażą. Chyba jednak bali się do nas podejść. A może nam się tylko zdawało... Wasyl obserwował teren cały czas z wieżyczki Kaszuba, ale nikogo nie widział. Musimy się mieć na baczności. Na jakiś czas muszę przerwać pisanie. Mam za dużo pracy przy stawianiu tego miejsca na nogi. Gdyby tylko Zombi przysłał karawanę... przydałyby się posiłki.

Właściwie ekspedycja zakończyła się, znaleźliśmy Kaszuba. Będę jednak dalej pisał o wszystkim czego dokonaliśmy, budując naszą Przystań.

...............................................................................................................................................................................

Dzieje Przystani Edytuj

- 30 listopada 2117 roku Edytuj

Wiele się wydarzyło. Dzisiaj trafiła do nas karawana Zombiego i już wiemy jaki jest dzień. Dostarczyli nam narzędzi, zapasów części, żywność i siłę rąk do pracy. Od teraz jest nas czterech więcej. Kerad, Unieć, Anysz, Sezerp i Xathor zostaną z nami i pomogą tworzyć Przystań. Do tego czasu zdążyliśmy już bardzo dużo osiągnąć. Zbadaliśmy cały statek i oczyściliśmy go z wszelkiego paskudztwa. Trafiliśmy na skład broni, amunicji i laboratorium badawcze. Inspekcją sprzętu zajął się Talos i Wasyl. Ja w wolnych chwilach rozglądałem się po laboratorium, próbując zrozumieć co tam się działo. Niestety praktycznie cały sprzęt jest usmażony i nie da się z niego nic wyciągnąć. Farma wygląda bardzo obiecująco. Już za dwa lata nie będziemy musieli polegać wyłącznie na polowaniu i przedwojennych zapasach. Ze wsparciem z karawany bierzemy się za budowę porządnych wiatraków i budynków gospodarskich w miejscu wypalonej neo-puszczy.

- 5 grudnia 2117 roku Edytuj

Robi się coraz zimniej. W kilka dni postawiliśmy wiatraki i magazyn na skraju puszczy. Niestety jeszcze nie możemy czerpać prądu. Musimy nazbierać mnóstwo opału na zimę. Zwierzęta chyba robią się coraz bardziej głodne, bo zbliżają się do osady. Musimy je zabijać lub przepędzać. Nie wszystkie nadają się do jedzenia... Czasem widuję dziwną postać między odległymi drzewami. Zdaje się błyskać na niebiesko... Chmielu widział to samo, ale poza nami nikt więcej. Jestem pewien, że coś nas obserwuje.

- 7 grudnia 2117 roku Edytuj

To jest niewiarygodne! Strzygoń nas znalazł. Przeszedł w pojedynkę przez neo-puszczę. Wczoraj po prostu wyszedł z między drzew na plażę. Wyglądał okropnie, kiedy Negra go znalazła. Twarz miał zapadniętą, umazaną zakrzepłą krwią, w oczach szaleństwo. Zaprowadziliśmy go do lecznicy na Kaszubie. Negra, Szopen i ja tylko wiemy coś o leczeniu, ale boję się, że to może nie wystarczyć. Robimy co możemy. Nie wiemy co się działo ze Strzygoniem. Nie odezwał się ani słowem. Bełkocze coś tylko bez sensu o jakimś łyżkonium. Reszta zbiera opał na skraju puszczy. Zaraz... ktoś krzyczy...

- 8 grudnia 2117 roku Edytuj

Naszych na plaży zaatakował wielki szpon śmierci. Chłopaki próbowali do niego strzelać, ale kule nie robiły mu żadnej krzywdy. Wybiegłem z lecznicy i zobaczyłem Elwisa na pokładzie. Trzymał jakąś wyrzutnię rakiet. Krzyknął tylko, żeby wszyscy spierdalali i wypalił z tej broni. Na Święty Płomień! Co to był za widok! Chłopaki strzelali do diabła ze wszystkich stron, żeby tylko nie podszedł do żadnego z nich i wtedy rakieta uderzyła potwora jak święty pocisk, rozrywając szpona śmierci na strzępy. Niestety nie zostało z bestii wiele, więc nie skorzystamy z jej truchła. A jego pancerna skóra na pewno nadałaby się na pancerz. ............................... Javelin... Tak się nazywa ta wyrzutnia. Elwis znalazł ją za jakąś skrzynią, którą musieliśmy przeoczyć w zbrojowni. To prawdziwy cud! Gdyby nie to, szpon śmierci by nas pozabijał. Na wyrzutni jest obrazek przedstawiający Pannę w zielonej szacie ze słońcem wokół głowy, trzymającą właśnie taką wyrzutnię. Święta Panna Javelinowa. Od dzisiaj to nasza patronka i oddajemy jej hołd.

- 9 grudnia 2117 roku Edytuj

Sztrzygoń zapadł w śpiączkę. Nie wiemy co robić. Musimy jakoś go karmić i w ogóle... Czuwamy przy nim na zmianę. Góra opału jest już w ładowni Kaszuba, ale cały czas zbieramy więcej. Teraz mam trochę czasu, więc badam to dziwne laboratorium............................................................................................................................. Z resztek dokumentów wynika, że pracowano tu nad jakimś dziwnym wirusem i jego próbki są przechowywane, uśpione w specjalnych pojemnikach. Skoro są uśpione, to chyba nie musimy się martwić. Talos zdecyduje później co z tym zrobimy.

Niepokoi mnie Elwis. Mówił, że widział dwójkę dzieci bawiących się na plaży.

- 31 grudnia 2117 roku Edytuj

Zrobiło się już naprawdę zimno. Silny wiatr wieje od morza. Wszyscy nocujemy na Kaszubie. Ogrzewamy statek i łatamy wszystkie dziury w poszyciu, żeby ciepło nie uciekało. Musieliśmy ocieplić nasze ubrania tym co znaleźliśmy. Kawałki z mundurów dawno martwych marynarzy, skóry zmutowanych zwierząt. Ciekawe jest to, że drewno, którym palimy bardzo ładnie pachnie... Musi być w nim jakaś żywica. Przypomina mi trochę te z okolic El-Bongo. Mam nadzieję, że nie działa podobnie. Nie chcę, żeby kogoś sparaliżowało. Strzygoniowi chyba trochę się poprawiło. Budzi się raz na dwa dni. Zjada wszystko co dostanie i znowu zasypia.

Elwis znowu widział dwójkę dzieci na plaży.

- 1 stycznia 2118 roku Edytuj

Nowy rok powitaliśmy spokojnie. Nasze zapasy alkoholu są niewielkie, więc oszczędzamy je do celów medycznych. Powoli zaczyna się w nas stagnacja. Ludzie są ociężali i wszystko robią bardzo powoli. Zimno wysysa naszego ducha zapału. Kapitan już kilka godzin siedzi w swojej kajucie i nie odzywa się ani słowem. Myślę, że jemu też zdarzają się halucynacje.

- 8 stycznia 2118 roku Edytuj

Nie mam siły pisać zbyt często. Chyba robię się chory. Całe szczęście Strzygoń wydobrzał, ale ma amnezję. Nie pamięta jak się dostał na Kaszuba, ani co widział w Neo-Puszczy. Talos musi mu wiele rzeczy wyjaśnić. Wasyl z nudów zaczął musztrować ludzi... to się nie może dobrze skończyć. Święty Płomieniu... jak długo będzie trwać zima? Szopen zaczął się dziwnie zachowywać... Mówi co chwila o swoim domu na Instalacji.

- 15 stycznia 2118 roku Edytuj

Jestem chory. Kaszlę i mam gorączkę. Coś dziwnego dzieje się z moimi oczami... Cały czas łzawią. Całe szczęście, że Negra nie musi mnie pilnować. Odizolowałem się od reszty i leżę w swojej kajucie. Nie chcę nikogo zarazić. Potrzebuję herbaty... Herbaty! Może jakieś zioło z neo-puszczy jest w stanie ją zastąpić... Dlaczego siostra Bernadetta siedzi pod moimi drzwiami? Nie mam siły..............

- 29 stycznia 2118 roku Edytuj

Wyzdrowiałem. Chwała Świętemu Płomieniowi za to. Było naprawdę źle. Majaczyłem i tłukłem się po swojej kajucie. Chmielu powiedział, że dla bezpieczeństwa zablokował mi drzwi od zewnątrz na jeden dzień. Cały czas jest potwornie zimno, a wiatr nie daje nam odpocząć. Mamy jeszcze sporo opału, ale wypad do lasu, żeby uzupełnić zapas będzie w konieczny. Nikomu się to nie uśmiecha. Nie wiemy jak neo-puszcza zachowuje się zimą. To kolejne wielkie ryzyko. Poza tym musimy znowu zapolować. Kończy nam się mięso. Jutro koniecznie trzeba zrobić rozpoznanie na plaży.

Gdzie są błotniaki..? Widziałem wczoraj przez okno trzy, które tańczyły na plaży.

- 31 stycznia 2118 roku Edytuj

Wczorajszy rekonesans dał nam dużo dobrych informacji. Wasyl najpierw sprawdził okolicę z wieżyczki na Kaszubie. Jakimś cudem nasze budynki gospodarskie na plaży wciąż stoją. Plaża w odległości około siedmiuset metrów od statku jest usłana wręcz błotniakami. Kilometr na zachód mają gniazdo... Może zima jest ich okresem migracji... Polowanie może być równie ryzykowne co opłacalne. Ja wyszedłem na skraj neo-puszczy, przez naszą farmę. Drzewa nie próbują upominać się o swoją ziemię, i dobrze. Nawet więcej. Las jest... cichy. Pusty. Jakby spał. Na próbę wszedłem kilka kroków między drzewa i nic się nie stało. Poszedłem trochę głębiej, skręciłem w stronę plaży i wyszedłem z pomiędzy uśpionych roślin jakby nigdy nic. Święty Płomieniu! Jakie mamy szczęście!

Chmielu i Negra twierdzą, że widzieli wielkiego, złotego bramina, pasącego się w miejscu naszej farmy...

- 7 lutego 2118 roku Edytuj

Dziennik zmienia mi się w tygodnik, ale bardzo rzadko mam czas, żeby pisać. Pracujemy teraz nawet na mrozie. Talos rzucił tylko dziwny żart o jakimś "gułagu", kiedy usłyszał, że neo-puszcza jest uśpiona i kazał wycinać jak najwięcej drzew. Zalecił też z jakiegoś powodu, żeby wycinkę skierować na południowy-wschód. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ale oczy dziwnie mu się błyszczą kiedy patrzy w stronę lasu. Chmielu i Strzygoń polują co drugi dzień na błotniaki. Doszli w tym do naprawdę niezłej wprawy. Zastawiają pułapkę w piasku, odciągają jednego osobnika od gromady i napuszczając go na siebie nawzajem wprowadzają kraba we wnyki, które łamią mu odnóża. Kiedy błotniak nie może się ruszyć, długimi harpunami przebijają mu twarz. Dostarczają nam sporo mięsa. Zastanawiam się czy dałoby się jakoś wykorzystać pancerze tych wielkich krabów. Wydają się dość mocne. Przez tydzień ścięliśmy kolejne kilkanaście drzew. Z pni sączy się dziwna, gęsta żywica. Zebrałem trochę, żeby zastygła. Przypomina mi tradycję plemienia Popielnych z El-Bongo. Chyba spróbuję zrobić coś podobnego. Tak mała ilość nie będzie niebezpieczna.

- 14 lutego 2118 roku Edytuj

Zmieszałem zastygłą żywicę z pachnącym ziołem. Dymi się dobrze na węglach i całkiem przyjemnie pachnie. Moim zdaniem. Wasyl ma zupełnie odmienne. Grunt, że nie wywołuje poważnych halucynacji. Może jakby trochę zwiększyć ilość, to kto wie. Nie chciałbym zapewnić załodze zbyt wielu wrażeń. Dzisiaj przeszedłem się brzegiem morza. Moją uwagę zwróciły niewielkie, jakby kamyki leżące na piasku. Mają barwę nuka-coli lub ciemnego piwa... Wyglądają jak kawałeczki żywicy. Bardzo stare. Ojciec kiedyś mówił mi o czymś takim. Jantary... Burze... Nie, nie burze... Bursztyny! Ciekawe co można z nimi zrobić. Spróbuję zalać ich trochę alkoholem. Zobaczymy co się stanie. A częścią wzbogacę kadzidło. Robota posunęła się naprzód. Wykarczowaliśmy kolejny kawałek lasu. Nie powiększamy jednak jeszcze farmy. Póki co zbieramy drewno. Część nadal spalamy na Kaszubie. Zima ciągle nas ściska mrozem.

- 1 marca 2118 roku Edytuj

Spędziliśmy trochę czasu na badaniu tego laboratorium, ale nie odkryliśmy właściwie nic nowego. Wiemy nadal, że to wirus, nad którym prowadzono jakieś badania. O co mogło chodzić, nie mamy pojęcia. Znaleźliśmy jakieś holodyski, może w nich jest odpowiedź. Niestety bez działającego czytnika, na nic nam się przydadzą. Musimy nawiązać kontakt ze światem na zewnątrz. Szkoda, że radiostacja nie działa. Naprawiłbym ją, gdybym miał części... Może wyślemy chłopaków od Zombiego z wiadomością do TriCity, albo do OldTown. Ciekawe co u szambora. Mam nadzieję, że nasza placówka wciąż stoi. Dzisiaj przez cały dzień nikt nie widział Szopena...

Anysz zaczął bredzić dzisiaj przy śniadaniu. Twierdzi, że wisi komuś napecram... Chyba musiał się dobrać do mojego zapasu kadzidła. Cholera, przydałyby się papierosy. Zioła z neo-puszczy nadają się do palenia. Niestety większość z nich tylko raz. Nasza wiedza jest tu bardzo ograniczona. Chyba spróbuję trochę pobadać roślinność, kiedy już wiosna się zacznie. Przydałyby się jakieś szczury doświadczalne. Niestety, szczury to zbyt ważny element diety. A teraz to w zasadzie rarytas. Święty Płomieniu! Jak dawno nie mieliśmy szczura w ustach...

- 4 marca 2118 roku Edytuj

Dzisiaj na próbę, rozpaliłem trochę więcej kadzidła. Mogłem trochę przesadzić. Zadymiłem cały korytarz na górnym pokładzie przy naszych kajutach. Nie wywietrzało za szybko. Znowu kogoś widziałem... I nie tylko ja. Wasyl wbiegł do mojej kwatery, wściekły. Krzyczał, że widział ręce wyłażące ze ścian. Niemalże mnie pobił. Na moje szczęście usłyszał nas Elwis... Elwisowi chyba naprawdę się porządnie udzieliło. Wyglądał jakby zobaczył ducha. Był cały blady i roztrzęsiony. Musieliśmy wyprowadzić go na zewnątrz, żeby mu się polepszyło. Cholera... naprawdę przesadziłem. Prawie wszyscy widzieli jakichś marynarzy na statku. Następnym razem będę musiał ostrożniej dawkować.

- 11 marca 2118 roku Edytuj

Wasyl dzisiaj ogłosił, że za niecały tydzień jest Dzień Świętego Patryka. Według niego to nadzwyczaj ważne święto w kraju skąd pochodzi. Musi być mnóstwo jedzenia i piwa, no albo innego alkoholu. Kapitanowi podoba się ten pomysł. Uważa, że zasłużyliśmy na świętowanie. Naprawdę dużo osiągnęliśmy. Farma jest w zasadzie gotowa, czekamy tylko aż puszczą mrozy, żeby zrobić pierwszy zasiew. Daje się odczuć przypływ nowych sił w ludziach. Powraca entuzjazm. Wiosna się zbliża. Mamy trochę mocnego bimbru z zapasów od Zombiego. Gdyby część rozwodnić, to powinien wyjść dość dobry trunek.

- 17 marca 2118 roku Edytuj

Tydzień minął na przygotowaniach do tej chwili. Za godzinę zbieramy się w messie i zaczynamy święto. Napiszę coś jak wrócę do siebie..........................................................................................................................

- 18 marca 2118 roku Edytuj

O Święty Płomieniu... CO SIĘ DZIAŁO TO JA NAWET NIE WIEM. Prawie wszystkim nam się urwał film. W messie stoi pięć wiader pełnych rzygów, a dookoła nich kałuże. Kapitan leży u siebie skacowany. Elwis udaje, że mopuje podłogę, a w rzeczywistości śpi na stojąco. Wasyl czołga się jeszcze po plaży i krzyczy, że płynie do Szkocji. Chmielu siedzi sobie jakby nigdy nic na podłodze i przytula pusty baniak. Negra zaszyła się gdzieś w ambulatorium i pewnie uszczupla nasze zapasy środków przeciwbólowych. Reszta śpi rozwalona po całym Kaszubie............................................................................................................................................................ Przeszedłem się jeszcze raz po statku. Nigdzie nie ma Szopena. Zniknął! Nikt go nigdzie nie widział od wczoraj, kiedy zaczęliśmy pić. Musimy spróbować go znaleźć. Neo-puszcza może się już niedługo przebudzić.

- 25 marca 2118 roku Edytuj

Szukaliśmy Szopena gdzie tylko się dało, chłopaki zaszli nawet w okolice leża błotniaków, ale i tam nie było jego śladów. Do neo-puszczy nie wchodziliśmy zbyt głęboko, bo las się już przebudził. Rośliny zaczynają się powoli ruszać. Pnącza odżyły i śledzą nas między drzewami. Chyba musimy się pogodzić, że Szopen zniknął. Zaraz... a może ta Instalacja... Nie. Niemożliwe. Jakby się tam dostał...............................................

- 29 marca 2118 roku Edytuj

Od paru dni nie było żadnych przymrozków. Robi się coraz cieplej. Chwała Świętemu Płomieniowi! Zima się skończyła. Dzisiaj zasialiśmy pierwsze ziarno na naszej farmie. To było wielkie wydarzenie dla nas wszystkich. Jeśli się poszczęści to w sierpniu zbierzemy pierwszy plon. Nie liczę na to, że będzie obfity, ale jestem pewien, że jaki nie będzie, podniesie morale wszystkich. Doświadczenie na farmach Breslau bardzo mi pomagło. Powinniśmy ogrodzić pole przynajmniej od strony neo-puszczy. Nie chcę, żeby zwierzęta zniszczyły naszą pracę.

- 1 kwietnia 2118 roku Edytuj

Nigdy więcej żartów z Kapitana. Ale teraz mam pewność, że jego też dręczą halucynacje.

- 2 kwietnia 2118 roku Edytuj

Musimy opracować jakiś sposób nawadniania pola. Morska woda się do tego zdecydowanie nie nadaje. W pobliżu powinna być jakaś rzeka, strumień, cokolwiek. Jutro wybiorę się z Kapitanem na pierwsze rozpoznanie w głąb puszczy. We dwóch powinniśmy sobie poradzić. Reszta w tym czasie zajmie się budową ogrodzenia.

- 3 kwietnia 2118 roku Edytuj

Dziś rano Talos i ja weszliśmy do neo-puszczy. Przeszliśmy kawałek na południe, potem skręciliśmy na wschód. Las przyjął nas, tak jakby. Cały czas czuję jak jego energia nas obserwuje, ale jeszcze nic nas nie zaatakowało. Mamy zapas jedzenia na jakieś dwa dni. Nie zamierzamy tu spędzić więcej czasu. Zrobiliśmy sobie krótki postój, ale trzeba zaraz iść dalej... Po drodze pozbieram trochę ziół do badań.

Cholera! Mało brakowało. Jakaś wielka świnia nas zaatakowała. Talos uskoczył w krzaki, a ja wdrapałem się na drzewo w tempie jakiego bym się po sobie nie spodziewał. Przypadkiem strąciłem jakiś dziwny owoc, który na ziemi... eksplodował jakimś gazem. To musi być jakaś trucizna, bo świniak nawdychał się tego i zasnął. Zebrałem kilka tych bulwiastych owoców do torby. Zbadam je na Kaszubie dokładniej, jeśli jakieś zostaną. Może przydadzą się nam do obrony jeszcze w lesie. Talos dobił świnię i ruszyliśmy dalej. Chyba na wschód. Kompas zaczyna się dziwnie zachowywać.....................

Ściemnia się. Musimy przenocować. Raczej się nie wyśpimy. Czuwamy na zmianę przy małym ognisku. Oby było spokojnie. Dziwne... jakby światło Księżyca przebija się przez korony drzew. To chyba zły znak.

- 4 kwietnia? 2118 roku Edytuj

Rano obudziliśmy się nie tam, gdzie obozowaliśmy. Ale jakim cudem? Przecież praktycznie nie spaliśmy. Jesteśmy na jakiejś płycie betonu... Co to może być? Wszędzie pełno jest pnączy, bluszczy, ale drzewa w tej okolicy są trochę mniejsze, jakby rosły krócej. Talos myśli co robić. Zaraz... co tam tak świeci? O PRZECHUJ! ........................................................................................................................................................................... Widziałem to! Kapitan też widział. Niebo rozbłysło jakby od miliona błyskawic. Słyszeliśmy eksplozje, hałas startujących rakiet. Pociski leciały we wszystkie strony, powietrze stanęło w ogniu. Wokoło biegali żołnierze, krzycząc, że wojna, koniec świata, trzeba wystrzelić kolejne pociski. W końcu jakaś rakieta uderzyła obok nas. Podmuch rzucił nas na kolana. Przecież powinno nas spalić. Jakim cudem żyjemy? Halucynacje... Mieliśmy identyczne. Jak to możliwe? Musimy już iść dalej. Nie mamy już za dużo zapasów. Zwiedzimy tylko tę okolicę i spróbujemy wrócić na Kaszuba. ............................................................................................................................................................... To jest wręcz niepojęte jakie mamy szczęście, jak dużo pracy jeszcze i jaką właśnie potęgę znaleźliśmy! Opiszę wszystko dokładniej jak już będziemy bezpieczni. Teraz musimy wracać do domu. Powinniśmy zdążyć do jutra. Wystarczy, że będziemy szli w kierunku morza. Raczej nie będzie trudno, czuć tutaj bryzę, znaczy, że nie jesteśmy daleko od brzegu.

-15 kwietnia 2118 roku Edytuj

Kiedy wyszliśmy z neo-puszczy, spokojnie przegryzając ostatnie kawałki suszonego błotniaka, wszyscy z Przystani wybiegli do nas. Ściskali nas, nazywali dupkami, krzyczeli, znowu ściskali i pytali czemu ten zwiad zajął nam tak dużo czasu. Powiedzieli, że nie było nas prawie dwa tygodnie. Dla nas minęły może dwa dni. Nawet zapasy, które zabraliśmy z Kaszuba skończyliśmy dopiero teraz. Musieliśmy wejść w jakąś anomalię. To tłumaczy też nasze halucynacje. Mieliśmy sporo do opowiedzenia, ale tutaj też się trochę wydarzyło. Po pierwsze rośliny zaczęły już wschodzić. To bardzo dobry znak. Pole jest pełne maleńkich kukurydz i kiełków zboża. Po drugie, chłopakom udało się dokończyć ogrodzenie. Kolejna dobra rzecz. Po trzecie, to już gorzej, Strzygonia dziabnął błotniak na polowaniu.Obejrzałem szybko ranę na nodze. Całe szczęście to nic poważnego, ale ktoś musi go zastąpić na dwa tygodnie przy następnych łowach. Elephant się zgłosił na ochotnika. Mam nadzieję, że nas nie zawiedzie.

Po tym jak wyjaśniliśmy, co udało nam się znaleźć na w neo-puszczy, wszyscy wiwatowali, albo dziękowali Świętej Pannie Javelinowej. Nie ma co się dziwić. Najprawdopodobniej trafiliśmy na przedwojenną bazę wojskową. Kapitan chce odzyskać z niej tyle ile tylko się da. Czeka nas mnóstwo pracy.

- 20 kwietnia 2118 roku Edytuj

Doglądam rany Strzygonia. Strasznie się wkurza, że dał się tak załatwić byle błotniakowi, ale przesadza. Jeszcze tydzień będzie musiał wytrzymać. A Elephant radzi sobie wcale nie najgorzej. Chmielu szybko go nauczył co i jak. W końcu miałem też trochę czasu zbadać część roślin, które zebrałem w neo-puszczy. Te dziwne owoce są dosyć twarde, ale pękają po uderzeniu w ziemię. Jeden stoczył mi się z blatu. Obudziłem się po kilku minutach. Ten silny gaz usypiający musi byś wewnątrz tych małych pęcherzyków w środku owocu. Z ziół wybrałem tylko te pachnące. Wszystkie musiałem wcześniej ususzyć. Później zobaczę, które nadają się do palenia, a które na napary. Strzygonia chyba męczy jakaś halucynacja. Wołał kogoś przez sen. Krzyczał, że zabije jakiegoś Marszałka.

- 22 kwietnia 2118 roku Edytuj

Przyszedł do nas MUR, Wieża, Dimitri i jeszcze jeden najemnik z Północy, Sierżant. Jakimś cudem przeżyli przejście przez neo-puszczę. Musieliśmy poświęcić trochę czasu, żeby ich doprowadzić do porządku, bo to, że przeżyli, to jedno. Ale ich stan... dał nam mnóstwo pracy. Teraz śpią, najedzeni pieczystym błotniakiem. Później opowiemy sobie wszystko.

- 23 kwietnia 2118 roku Edytuj

Chłopaki odpoczywają nadal. Doglądam ich z Negrą i Talosem. Mieli jakieś wizje... trochę majaczą. Wieża ocknął się i stwierdził, że musi iść. Koniecznie musi iść. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ale jakoś go przekonaliśmy, żeby jeszcze został.

Powrócił mi ból głowy... Widziałem Tatkę na dziobie. Święty Płomieniu... On już tak długo nie żyje. Dawno o nim nie myślałem.

-24 kwietnia 2118 roku Edytuj

Wieża zniknął! Do cholery! Musiał się wymknąć w nocy. Jakim cudem mogliśmy nie pomyśleć, żeby ktoś pilnował lecznicy? Sprawdziliśmy plażę w promieniu niemal kilometra. W końcu znaleźliśmy jego ślady w okolicy neo-puszczy. Idiota wszedł sam do środka! W dodatku do części, której jeszcze nie zbadaliśmy dokładnie. Możemy mieć tylko nadzieję, że las nie zwróci tak dużej uwagi na pojedynczego intruza.

- 25 kwietnia 2118 roku Edytuj

Mur, Dimitri i Sierżant wreszcie wydobrzeli na tyle, żeby spokojnie z nami porozmawiać. Powiedzieli, że przeszli z zamku Północy do TriCity, spotkać się z Zombim, a potem mając informacje o naszym położeniu starali się dotrzeć do nas. Podróż na Kaszuba była dla nich podobną trudnością jak dla nas; dziewięć miesięcy temu. Święty Płomieniu... już tyle tu jesteśmy. Droga przez neo-puszczę okazała się dla nich najtrudniejszym sprawdzianem woli. Widzieli bardzo dużo, ale nie mają pojęcia ile z tego było prawdziwe. Dziwne cienie, błyski, zjawy zmarłych przyjaciół. Nas też to prześladuje. Najważniejsze, że zdecydowali się zostać z nami przy Kaszubie. Potrzebujemy wszystkich rąk do pracy.

- 28 kwietnia 2118 roku Edytuj

Strzygoń wydobrzał już na tyle, żeby wrócić do pracy i polowań. Rośliny rosną coraz większe. Jest nawet lepiej niż przypuszczałem. Chmielu miał kolejne halucynacje. W nocy wydzierał się, że coś chce go zabić, ale w jego kajucie nie było niczego. Muszę wrócić do eksperymentów z ziołami. Może jakieś są w stanie osłabić przewidzenia. Niebo się zachmurzyło. Dziwnie tak... nie widzieć Słońca.

- 2 maja 2118 roku Edytuj

Od paru dni ciągle pada drobny deszcz. Pracujemy mimo tego. Musimy poprawić system irygacji pola. Jeśli będzie padać mocniej to ryzykujemy, że pole zostanie zalane. Po mokrym piasku źle się chodzi, ale to nie jest w połowie tak nieprzyjemne jak dziesięciu mutantów, którzy codziennie podchodzą na dwadzieścia metrów do płotu farmy i uciekają jak tylko nas zobaczą. Skąd oni się wzięli? Wasyl twierdzi, że noszą na sobie resztki wojskowych mundurów.

Talos dzisiaj wieczorem krzyczał do kogoś w swojej kajucie. Nie powiedział, kogo widział, ani czemu nazywał tego kogoś "niewierną dziwką".

- 7 maja 2118 roku Edytuj

W końcu dopadliśmy tych mutantów. Kapitan stwierdził, że nie można im odpuścić. Za bardzo sobie pozwalały na podchodzenie do nas. Dzisiaj nie wyszliśmy normalnie pracować. Kilku miało zostać, żeby pilnować Kaszuba. Uzbroiliśmy się i gdy tylko zauważyliśmy mutantów, ruszyliśmy za nimi w pogoń. Chłopaki ostrzelali ich jeszcze z plaży, zanim zdążyli uciec między drzewa. Kilku padło. Chyba czterech. Reszta wbiegła do neo-puszczy, a my za nimi. Goniliśmy ich długo, ale byli szybsi. W końcu urwali się nam. Tylko dwóch udało się jeszcze ustrzelić. Wbiegliśmy kilkaset metrów w głąb lasu... Teraz musimy się szybko wydostać i uważać na resztę tych drani.

- 8 maja 2118 roku Edytuj

Możliwe, że wczoraj zrobiliśmy błąd. Mieliśmy za to bardzo dużo szczęścia. Po zaprzestaniu pościgu odkryliśmy, że mutanty zaprowadziły nas w pobliże tej bazy wojskowej, w której Talos i ja widzieliśmy Dzień Ognia. Przynajmniej wiedzieliśmy gdzie nas wyniosło. Szybko obraliśmy kierunek na plażę, żeby nie pozostawać w neo-puszczy tak dużą grupą. Drzewa już zaczynały się dziwnie wyginać... Musimy się przyjrzeć trupom, które zostawiliśmy na plaży.

Nie ma ich! Ciała zniknęły. Zostały po nich tylko plamy ciemnej krwi, wsiąkającej w szary piasek.

Strzygoń i Elwis mieli jakieś zwidy znowu. Szaleństwo wbija się w nas jak nóż. Jak nóż w miękkie mięsko błotniaka.. Tak... Pyszne mięsko.

- 15 maja 2118 roku Edytuj

Prawie zapomnieliśmy o tych mutantach. Wróciliśmy do w miarę spokojnej pracy. Badam dalej zioła. Czasem wychodzę do znanych mi miejsc w neo-puszczy po nowe. Wychodzi na to, że odkryłem jakieś, które może wywołać silniejsze halucynacje i inne, powodujące agresję. Nie do końca o to mi chodziło, ale nie wiadomo co się może przydać. Muszę napisać kartki ostrzegawcze, żeby nikt nie próbował nic palić w mojej pracowni bez pytania. Ledwo odratowałem Wasyla kiedy skręcił sobie papierosa z "czarną pokrzywą". Dostał takiego napadu szału, że o mało nie rozbił sobie głowy o ścianę. Całe szczęście, że atak był krótkotrwały.

Jest noc, ale Księżyc świeci jasno. Okropnie boli mnie głowa. Nie mam pojęcia co się dzieje. Wszystko widzę na czerwono...

- 20 maja 2118 roku Edytuj

Wieczorem morze wyrzuciło niewielką, dziwaczną łódkę na brzeg. Z jednym pasażerem. Gość mówi praktycznie tylko po angielsku. Nazywa się Ignis i twierdzi, że Szopen przysłał go z Instalacji... To strasznie podejrzane. Musimy z Kapitanem go przesłuchać i dowiedzieć się co to za jeden. Może nam się przyda ........................................................................................................................................................................... Miał przy sobie wiadomość napisaną przez Szopena oraz jego pistolet. Według wiadomości, gość ucieka z Instalacji i Szopen prosi, żebyśmy go przygarnęli. Podobno jest rozgarnięty i szybko się uczy. Dobrze, spróbujemy go nauczyć jak się mówi po polsku. Kapitan, chyba go o coś podejrzewa. Ja w sumie też mu nie ufam. Elwis się nim zajmie i będzie go obserwował.

Ja chętnie przyjrzę się tej dziwnej łodzi. Wydaje się dość zaawansowana technologicznie. Dzisiaj nikt się nie skarżył na żadne halucynacje. Mi też chyba na razie odpuściło. Myślę, że to dobry znak.

- 24 maja 2118 roku Edytuj

Mamy niesamowity przełom! Ta łódź, którą przypłynął Ignis, to istny cud techniki. Chyba nawet Shperacze nie widzieli czegoś takiego. W każdym razie rozebrałem ją na kawałki, bo to jakiś autonomiczny komputer i nie dałoby się tym gdziekolwiek popłynąć, poza tą cholerną Instalacją. Części z łodzi starczyło, żeby zbudować całkiem niezły transformator i przełożenie z wiatraków. Możemy zasilać Kaszuba prądem! Dzisiaj jemy w messie oświetlonej żarówkami, a nie jakimś dymiącym koksownikiem i świecami z łoju dzikich zwierząt.

- 31 maja 2118 roku Edytuj

Ignis... Święty Płomieniu... Jak on mnie potrafi wkurwiać. A myślałem, że Szopena ciężko znoszę. Ten gość to jednak jakieś konkretne indywiduum. Jak kazaliśmy mu pomóc przy budowie kolejnego odcinka płotu, to on zamiast tego przez cały dzień ostrzył sobie nóż. Już parę razy próbowałem z nim na poważnie pogadać, ale zawsze się poddawałem. To chyba poza moimi możliwościami. Zostawię to Kapitanowi i Wasylowi.

- 5 czerwca 2118 roku Edytuj

Czuję jak nastaje lato... Święty Płomieniu, jakże cudowne jest Twe Słońce. Rośliny na polu są coraz wyższe. Kukurydza soczyście zielona, a zboże już powoli zaczyna się złocić. Zaczynamy myśleć o naszej podróży do OldTown. Pora Przybyszów już za miesiąc. Musimy nazbierać zapasów na drogę i przygotować się na drugą podróż przez całą szerokość neo-puszczy. Tym razem myślę, że przejdziemy łatwiej. Nauczyliśmy się wielu dróg lasu i tego jak jego śmiercionośne twory mogą się nam przysłużyć. Ludzie nigdy nie ujarzmili natury, ale może my nauczymy się żyć z nią tak jak trzeba. Wykorzystamy wszystko co się da, żeby uczynić Przystań jeszcze silniejszą.

- 8 czerwca 2118 roku Edytuj

Talos oznajmił, że póki co nie mamy szans wydobyć nic z tej bazy wojskowej i kategorycznie zabronił nam się tam zapuszczać. Musimy zdobyć więcej odpowiednich środków, żeby zbadać ten teren. Z Wasylem i Murem przeprowadzę zwiad w południowo-zachodnich rejonach neo-puszczy. Spróbujemy znaleźć jakąś bezpieczną drogę do OldTown. Póki co muszę zawiesić moje badania ziół. Moje kadzidło na razie dość dobre. Przynajmniej dla mnie. Nie wywołuje halucynacji w małych dawkach i całkiem dobrze pachnie. Ech... Wasyl nadal krzyczy, że dym "jebie", ale trudno. Jeszcze kiedyś dopracuję recepturę.

Udało nam się poprawić system filtracji wody i nawadniania pola. Zajęło to nam kilka dni pełnych ciężkiej pracy, ale efekty są zadowalające.

Halucynacje powróciły. Prześladują ludzi głównie nocami, przez co nie możemy normalnie wypocząć. Wasyl widział na morzu okręt wojenny pod szkocką banderą... Mało brakowało, a rzuciłby się do wody.

- 15 czerwca 2118 roku Edytuj

Nasz wypad do neo-puszczy był udany. Odkryliśmy dość bezpieczny szlak, który omija najgorsze anomalie, gniazda błotniaków i siedliska mutantów. Niestety droga przechodzi przez polanę wysokiej, dosłownie krwistej trawy. Trochę nam zajęło znalezienie obejścia, ale dotarliśmy do ruin jakichś starych zabudować miejskich. Od nich powinniśmy trafić do skraju neo-puszczy bez problemu. Zostawiliśmy kilkanaście znaków, żeby nie zgubić szlaku. Mam nadzieję, że las nie pochłonie oznaczeń. Chłopaki poprawili ogrodzenie i magazyn przy farmie. Jak wrócimy z OldTown, to postawimy kolejny budynek przy farmie. Myślę, że przyda się nam młyn, dobry piec do chleba i gorzelnia.

- 22 czerwca 2118 roku Edytuj

Dzisiaj miałem pecha. Krótki zwiad w lesie mógł się skończyć dla mnie tragicznie. Poszedłem znowu z Wasylem i Murem jak ostatnio kawałek na południe. Trafiliśmy na małe stado dzikich psów, które od razu się na nas rzuciły. Jakieś siedem bestii. Chłopaki szybko ustrzelili trzy, a resztę wycięliśmy wręcz. Sam przebiłem jednemu gardło nożem. Myślałem, że to wszystkie już i poszedłem się odlać parę metrów dalej. Wtedy z krzaków wyskoczył na mnie kolejny i wbił mi zęby w lewe kolano. Wyszarpnąłem kosę i wbiłem mu w łeb. Chłopaki dociągnęli mnie do Kaszuba, kurwiąc jakim to jestem idiotą. Siedzę teraz w lecznicy... właściwie myślę tak samo. Całe szczęście, to nic poważnego. Jeden z zębów psa ułamał się i utkwił mi w nodze. Rana wygląda na gorszą niż jest. Myślę, że wygoi się w dwa tygodnie. Nie powinienem opóźnić wyprawy do OldTown.

- 30 czerwca 2118 roku Edytuj

Dziwnie się czuję. Noga co jakiś czas drętwieje. Teraz to mną się zajmują... Dobrze, że już sobie oszczędzają żartów, bo rana nadal boli. Zmieniam sobie opatrunek co drugi dzień. Kiedy ja tak tu leżę i się nudzę, reszta pracuje. Chmielu odkrył włóknistą roślinę o szerokich liściach, które bardzo dobrze chłoną, a położone na ciało przyjemnie grzeją. Myślę, że zaczniemy robić z nich własne bandaże. Neo-puszcza zdaje się czekać, aż nauczymy się korzystać z jej darów. Elwisowi pogorszyły się wizje. Prawie nie sypia. Zamiast tego przesiaduje ze mną. Widzę jak w jego oczach czai się obłęd. Powinien spróbować wysuszonych ziaren sennego owocu.

- 5 lipca 2118 roku Edytuj

To już niedługo. Kończymy przygotowania do podróży na kolejną Porę Przybyszów w OldTown. Rana na nodze zagoiła się. Rośliny na polu wyglądają bardzo dobrze. Jutro wyruszamy, żeby pokazać naszą siłę reszcie Pustkowi. Kiedy wrócimy, zbierzemy pierwszy plon. Chwała Świętemu Płomieniowi. Minął już niemal rok... Ciekawe co zmieniło się w tym dziwnym mieście.

Nie wiem czy przeżyję, żeby pisać dalej Dzieje Przystani. Do tej pory, są to nasze dokonania, które spisałem ja - Pielgrzym.