FANDOM


Historia Edytuj

Urodzony gdzieś w latach ’90 XXI w. w krypcie 343. Placówka znajdowała się na pojezierzu kaszubskim. Przed wojną był to Ośrodek Badawczy Opancerzeń Osobistych, w latach ’60 powiększony o bunkry długoterminowe i tuż przed wojną tajnie zmodernizowany do stanu krypty. Silnie zniszczony i uznany za stracony. Strzygoń Colombo miał babkę (starą pielęgniarkę) i matkę (panią technikenergetyk). Ojca stracił wcześnie (prototypy nigdy nie były bezpieczne). Babka jak się (czasem) napiła mówiła coś o zamrożonym dziadku w zawalonej części ośrodka, ale nie pamiętała szczegółów, poza tym, że był doktorem i wiedział / miał coś ważnego, co trzeba odzyskać. Wojenne zniszczenia przekreśliły szanse realizacji celu krypty. Tylko niektórzy ze starych naukowców (a ci umierali ze starości) próbowali coś wskórać. Tam też przyszły porucznik nauczył się podstaw techniki (przecież pomagała ona przeżyć) i wytwarzania pancerzy (bo czego mogli go uczyć tamtejsze dziadki?).

Zmiany nadeszły wraz z marszem armii IV WRP. Niemal cały pierwotny stan osobowy był już dawno zimny i sztywny, więc konfrontacja z „powieszchniowcami” była dużym szokiem i została powszechnie uznana za ratunek. Krypta został otwarta, mieszkańcy rozpoczęli pół-otwarty żywot – nie wysiedlono ich, ale zwierzchność przeszła na Marszałka. Jego reprezentantem był płk Krukowski – starszy człowiek i już trochę zmęczony, ale doświadczony. Ośrodek był pieczołowicie badany, ale ze wzgl. na pograniczną lokalizację dla przybyszów nigdy te działania należycie nie rozkwitły. Uzyskano np. dostęp do 3 z 4 poziomów projektu kriogenicznego (wszystkie kapsuły zostały zniszczone), ale najniższy pozostał niezbadany przez sąsiedztwo reaktora głównego, dawniej elektryfikującego okolicę (a właściwie jego resztki po wybuchu podczas bombardowań wojennych). A był łakomym kąskiem, ponieważ, jak głosiły opowieści starych naukowców, był tam min. prototypowy pancerz wspomagany P68. Pozyskaną młodzież kształcono na przyszłą kadrę techniczną WRP ze wzgl. na obecność „sprzętu dydaktycznego”. Ponadto skażenie części okolicy promieniowaniem pozwoliło na szybkie oswojenie się z radiacją przez krypciarzy i dojście do niejakiej wprawy z tym zagrożeniem, zwłaszcza w środowisku gruzowotechicznym.

Rok 2111 i wycofanie się Marszałkowców to kolejna część historii. Do tego czasu Strzygoń uzyskał tytuł inżyniera wraz z dwoma innymi z 343. Rozpad „góry” spowodował decyzję obecnego dowódcy, mjr Czarnego, o ogłoszeniu niezależności od IV WRP. Tamta była zbyt zajęta sobą, aby coś w tej sprawie przedsięwziąć. Powstała tak Czarna Milicja nie była tak silna jak poprzedni włodarze, przez co, w połączeniu ze sprzyjającym do tego terenem, utraciła część kontroli nad okoliczną fauną i popadła niemal w izolację. Należy w tym miejscu wspomnieć, że babka Strzygonia nie dożyła czasów Milicji, a matka (ze wzgl. na młody wiek i energiczność – urodziła syna w wieku 17 lat) wyszła ponownie za mąż – za bezdzietnego wdowca i inwalidę wojennego kpt. Grunwalda. Generalnie ludność w tamtym okresie stanowili byli mieszkańcy krypty, ich potomkowie, część byłego garnizonu wierna majorowi (pozostała posłuchała rozkazu odwrotu) i dezerterzy. Znalazło się też parę w miarę inteligentnych mutantów, którzy przez okazaną im „przychylność” skłoniono do ról emisariuszy wśród okolicznej „żywej materii”. Pomysł tyle oryginalny, co niebezpieczny, ale o dziwo działał nie najgorzej. Całą ludność pod rządami Milicji została zmobilizowana, a Strzygoń trafił do jednostki technicznej, pod którą podpadał park maszyn, warsztaty, rozpoznanie radiacyjne i tworzenie / naprawianie mechaniki, często przy pomocy okolicznych śmieci czy technicznych wraków. W tym okresie jego zespołowi udało się min. naprawić i opancerzyć kilkanaście transporterów kołowych typu Misiek, uruchomić czołg T-95 (projekt nieukończony) oraz znaleźć parowóz i rozpocząć nad nim pracę. Części zdobywali wraz z grupami patrolowymi, żywność pochodziła z wciąż działającej krypty i uprawianych pól oraz z nielicznej hodowli. Poczucie samoistnienia w trudnej rzeczywistości wpłynęło pozytywnie na karność obywateli CM. Za sprawą ojczyma Strzygoń trafił do „szkółki oficerskiej” (nazywanej prześmiewczo „Cyrkiem” od skojarzenia kiedyś jednego oficera numeru krypty z malowaniem grupy akrobacyjnej jego idola – komandora Minoru Gendy) prowadzonej przez sędziwego, jeszcze ruchawego lotnika-dezertera. Miała ona na celu przygotowanie nowej generacji zarządców CM. Pewnie Strzygoń skończyłby jako główny inżynier Milicji czy jakaś inna „szycha”.

Do jesieni 2114 roku uzyskał pagony ppor. (pewnie maczał w tym palce ojczym) dzięki swojej błyskotliwości, determinacji, szacunku do służby i umiejętności zgrania zespołu. Jego matka spodziewała się dziecka, więc ogólnie młody oficer poczuł, że życie zaczyna się układać. Ale właśnie wszystko wtedy się spierdoliło, właściwe nowa mini-apokalipsa: na teren Milicji przybyła grupa czerwonookich, jak się potem dowiedział – resztki pomiotów Khana. Najpierw zwierzęta i mutanty zaczęły znikać, jednostkowo ludzie i coś nocami zaznaczało swoją obecność jakby wyciem. Reakcją nieinteligentnych form żywych było rozszarpanie emisariuszy i ciskanie ich resztkami w stronę każdego napotkanego człowieka, a nawet pojedyncze ataki w porywie szału. Dało się jednak odczuć, że boją się ludzi bardziej niż zawsze. Agresorzy liczyli conajwyżej 40 istot, ale ich niezwykłe cechy siały grozę wśród mieszkańców CM. Informacje uzyskane przez Strzygonia podczas późniejszej wędrówki pozwoliły domniemywać, że był to oddział, który coś zabezpieczał na tyłach armii Khana i śmierć pana zabrała im cel istnienia, więc z jakiegoś powodu skrycie przemieszczały się na wschód. Najwidoczniej teren byłego ośrodka im się spodobał czy z czymś skojarzył, przez co nie poprzestały na przejściu przez jego okolicę. Próby zabicia, przestraszenia, wywabienia czy odgrodzenia się spełzły na niczym, ponadto stracono sporo ludzi. Dopiero przejechanie i wręcz wprasowanie jednego egzemplarza pozwoliło ustalić prawdę o ich naturze. Strzygoń miał to szczęście, że z początku nie był na pierwszej linii, więc przeżył. Późniejsze próby rażenia prądem czy miażdżenia przynosiły pewne efekty, ale wciąż były dalekie od zapewnienia przyszłości tak przetrzebionej społeczności. Podjęto wówczas heroiczna próbę ucieczki przez zwabienie czerwonookich do reaktora krypty i wysadzeniu go. Eksplozja miała usmażyć agresorów, a towarzyszący jej impuls EM dokonać reszty zniszczenia. Było jasne, że oznacza to bezdomność, ale przecież z płonącego domu się ucieka. Plan zakładał ukierunkowanie sprowokowanego natarcia zomboidów w głąb krypty, zamknięcie ich komorze reaktora, stworzenie zawału dającego czas na ucieczkę i detonację. Reaktor przerobił zespół matki Strzygonia a odpalenia na ochotnika podjął się kaleki ojczym. Twierdził on, że jest najwolniejszy i ma najmniejsze szanse na ucieczkę przez brak sprawnych pojazdów. Pomysł ponownego zamknięcia krypty odrzucono ze wzgl. na wiekowy i wyeksploatowany stan techniczny maszyn, bliskie już zeru stany magazynowe oraz brak przesłanek po możliwości odejścia czerwonookich czy nadejściu ratunku. Z powodu nieobecności od niedawna wśród żywych majora, jego dotychczasowy zastępca, pani kpt. Orla podzieliła dowództwo – ona poprowadzi akcję zaczepną i to jej grupa ucieknie ostatnia, Strzygoniowi powierzyła kobiety i osoby starsze a chirurgowi Trzcinowskiemu, ostatniemu doktorowi, dzieci i młodzież. Pomysł zakładał ucieczkę 3 różnymi trasami do miejsca oddalonego o ok. dzień marszu.

Początek wyglądał nieźle – czerwookich udało się skoncentrować i zachęcić do ścigania I grupy. W tym czasie 2 pozostałe ruszyły. Wabienie w krypcie nie było już tak różowe – ok. połowa zwiadu poległa podczas samego kierowania grupą zomboidów, blisko drugie tyle stracone na maruderach. Kosztem 5 ocalałych na tamtą chwilę pozostali mieli spokój. Po ok. 5 godzinach od rozpoczęcia ucieczki krypę zalał nuklearny płomień, co znaczyło, że oddział pani kapitan (jego resztki) oddalił się od krypty na 7 km od ich byłego domu. Cały plan miał 2 wady: nie wystarczyło środków na przeprowadzenie stosownego rozpoznania po całej okolicy i wybadanie wszelkich zagrożeń ewakuacji oraz reakcji na pozostałych przy życiu zwierząt i mutantów na eksplozję. Dla tamtych detonacja reaktora była tak silnym impulsem stresu, że uciekając atakowały wszystko na swojej drodze, włącznie z ludźmi. Przyniosło to wielkie straty: jakaś połowa z II i III grupy nie przeżyła marszu ewakuacyjnego, w tym dr Trzcinowski, a z I tylko 2 osoby – ranna kapitan Orla i ocalały z jej oddziału kierowca Opel. Lokalizacja noclegowa wydawała się dosyć dobra, więc rozpalono ogniska, opłakano poległych, wręczono awanse (Strzygoniowi na porucznika) i ustalono podział na parę grup, które ruszają w różne strony szukając nowego domu, spotkają się ponownie pierwszego tygodnia wiosny w tym miejscu. Ale noc miała jeszcze jedną niespodziankę – przed samym świtem jeden czerwonki, prawdopodobnie niezauważony maruder czy nietrzymający z unicestwioną grupą i zwabiony hałasami oraz broczącymi krwią rannymi wpadł do obozowiska siejąc śmierć. Jego ofiarami padło 18 osób, w tym pani kapitan i spodziewająca się dziecka matka Strzygonia, nim rozczłonkowano napastnika mieczami, toporami i spalono w jednym z ognisk. Zmarłych pochowano i zdecydowano trzymać się planu. Na pogrzebie jednogłośnie potępiono możliwość powtórki tej porażki. Postanowiono dołożyć wszelkich starań, aby wszelka próba integracji sztucznej inteligencji z ludzkim ciałem w stopniu wyższym niż przyciski nigdy się nie powiodła. Na cześć zmarłej pani kapitan współpracowników tej idei nazwano Orłami. Strzygoń, pełen żalu po utraconej matce, ruszył sam w stronę Tricity według jeszcze przedwojennych i marszałkowskich map.

Tricity niby niezniszczone za bardzo a jednak tak inne od znanego życia. Dorywcze prace różnych miejscach jak ścieki, śmieci, warsztat, uprawy czy co się innego nawinęło pozwoliły przeżyć do wiosny i poznać trochę świata. Opowieści o czerwonookich ludzie traktowali z uśmiechem, myśląc, że krypciarz pomylił je z jakimiś fluorescencyjnymi mutantami, bo BOBy mówiły, że to pod OldTown były i już wszystkie wycięte i usmażone. W warsztacie MechMarek poznał Vladimira – gadatliwego, pogodnego miejscowego ruska o wiecznie suchym pysku. Powrót Orłów do gniazda, czyli umówione spotkanie krypty 343 nie odbyło się, ponieważ wrócił tylko Strzygoń. Dzięki zasłyszanym informacjom za kolejny cel obrał Postnań. Poznawszy trochę prawa miejskie postapo znalazł robotę w grupie szabrowników działających na terenach porzuconych od wojny. Podczas jednego z rajdów poznał Franka – exOutcastsa z amnezją i samotnika, który miał dziwnie wyjebane we wszystkich a jedyną jego obsesją był pancerz idealny. Jak sam twierdził to jedyna rzecz, jaką pamięta z przed utarty pamięci (poza paroma mglistymi), więc stała się jego celem. Może dlatego tak polubił Strzygonia, bo ten dał się łatwo tym zarazić. Tamten okres nie był tak oczywisty i „kolorowy” jak w Tricity, ale wspólny projekt pancerza ukończony przed wiosną można uznać za sukces. II spotkanie Orłów znów zawiodło, więc Strzygoń zawrócił do Postania po Franka i mieli razem ruszyć do OldTown – przytulnego miasteczka, o którym się mówiło – na „Porę Przybyszów”. Jednak warsztat przyjaciela porucznik zastał ogołocony, jedynie pancerz w skrytce miał przypiętą kartkę: „Muszę coś sprawdzić, co sobie przypomniałem! Na razie nie mogę istnieć – nigdy nie istniałem. Blaszaka potraktuj jako prezent”. No i z tymi słowami i pancerzem ruszył do OldTown.

Okolice miasteczka i cała droga były dość dzikie, więc pancerz ledwo wytrzymał trasę – rozpadł się paręset metrów za bramą „oazy”. Do ogłoszonej Pory Przybyszów pozostało trochę czasu, więc w miasteczku trwały przygotowania do zwiększenia się liczby mieszkańców. Strzygoń pracował min. przy remoncie miejskiej łaźni i przy budowie warsztatu samochodowego, gdzie majster (Abrams) zgodził się przyjąć drugiego mechanika o ile miasto się zgodzi, ale z tym nie udało się pogadać z początku, więc porucznik poszukał innych źródeł utrzymania mając w planach do tego powrócić. Osiedlił się przy południowym murze, gdzie znalazł bardzo miłych sąsiadów – podobnych jemu Wędrowców Pustkowi. Przybył również Vladimir poznany w Tricity wraz ze swoją narzeczoną, Katriną. Wspólne cele i wyprawy zjednoczyły „sąsiadów”, którzy postanowili zostać lub jeszcze powrócić i osiedlić się w swojej Przystani – OldTown.

S.I.. IGOR oraz inteligentne mutanty (te szanujące innych, choć nieco drażliwe) dały się poznać jako jednostki warte życia. Rozmowy z Bendearem pozwoliły Strzygoniowi zrozumieć proces mutacyjny. Nikt jednak nie podzielał w podobnym stopniu jego obaw cyborgizacji (też się z nimi nie za bardzo zdradzał w taki miejscu w celu przyjrzenia się nowym dla niego owocom tego procesu). No może by Watakili, ale parę krótkich rozmów to za mało, aby się otworzyć. Ciekawą postacią w tym wszystkim była Chimera – możliwe, że jej ojciec miał faktycznie dobre intencje tworząc ją, ale ataki „łowców technologii” na nią, Tai i zapewne kogoś jeszcze utwierdziły Strzygonia w jego przekonaniach.

Po Porze Przybyszów porucznik zabrał się karawaną do Postania, gdzie znalazł kolejną informację od Franka: „Wiem już, drążę dalej sam, ale nie musisz już mnie ukrywać”. Obok leżał jego identyfikator z krypty 303, może chciał go oddać Outcastsom czy należącej do nich kuzynce Negrze, o której wspominał. Strzygoń skierował się do 343, gdzie odkrył, że detonacja krypty oczyściła część terenu niezbadanego od wojny – 4 poziom kriogeniczny. Kapsuła rzekomo jego dziadka byłą nienaruszona i pusta, nigdzie żywego ducha czy śladów bytności. Długie poszukiwania pozwoliły znaleźć prawdziwy skarb – fragmenty P68, może zestawy naprawcze. Spakowawszy je porucznik wrócił jesienią do OldTown, gdzie znów zaczął starać się o pracę w warsztacie, budował bazę dla Przystani i rekonstruował po cichu P68.

Postań-OldTown, wrzesień-październik 2116

Cytaty Edytuj

"Psia jego smolona mać!"
"Lubię smolić powoli"
"Cichaj, durny jeden"

Ad blocker interference detected!


Wikia is a free-to-use site that makes money from advertising. We have a modified experience for viewers using ad blockers

Wikia is not accessible if you’ve made further modifications. Remove the custom ad blocker rule(s) and the page will load as expected.